Prosty gest ratujący życie! Widzisz?… Reaguj!

Z roku na rok coraz więcej osób staje się ofiarami przemocy domowej, a pandemia dodatkowo sprawiła, że nie mamy gdzie uciec. Ofiary przemocy domowej pozostawione są często same sobie. Znoszą przemoc najczęściej ze strony swoich najbliższych. Nie mogą poprosić o pomoc, pozostając w domu.

Mechanizmy przemocy w rodzinie to złożony temat i „bierność” ofiar wydaje się często niezrozumiała, szczególnie osobom postronnym. Ofiary przemocy domowej często podlegają ścisłej kontroli swoich oprawców, a przez to trudniej im zwrócić się do otoczenia o pomoc. Niektóre organizacje kobiece promują dyskretne sygnały lub inne rozwiązania, które mogą ułatwić nieme wołanie o pomoc.

Mimo że obostrzenia związane z koronawirusem są na całym świecie stopniowo znoszone, wiele rodzin wciąż pozostaje w zamknięciu – czy to ze względu na kwarantannę, czy brak możliwości powrotu do pracy stacjonarnej. Od początku epidemii specjaliści z całego świata sygnalizują, że sytuacja ta dla wielu osób doświadczających przemocy w rodzinie może być dramatyczna w skutkach.

Trzeba ufać specjalistom

W sieci można znaleźć wiele pomysłów na to, jak wezwać pomoc – na przykład dzwoniąc pod numer 112 z zamówieniem pizzy. Trudno jednak założyć, że każdy dyspozytor linii alarmowej zorientuje się, że nie chodzi o dowcip, a być może o sprawę życia lub śmierci.

Najbezpieczniej oczywiście skontaktować się z odpowiednimi organizacjami, które zajmują się niesieniem pomocy i zapewniają ofiarom profesjonalne wsparcie psychologiczne oraz prawne. W Polsce są to m.in. Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”Feminoteka lub Centrum Praw Kobiet.

Jeżeli z jakichkolwiek przyczyn nie jest to możliwe, warto umówić się na własny, naprawdę dyskretny znak z bliską osobą, do której mamy zaufanie.

Badanie Kantar przeprowadzone w 2019 roku na zlecenie ministerstwa rodziny wykazało, że aż 57 proc. Polaków doświadczyło w swoim życiu jednej z form przemocy: psychicznej, fizycznej, ekonomicznej lub seksualnej. Przy tym 72 proc. ankietowanych zgodziło się z tezą, że prawo niedostatecznie chroni ofiary przemocy w rodzinie. Na pierwszym miejscu tego niechlubnego zestawienia znalazły się: przemoc psychiczna, której osobiście doświadczyło 53 proc. ankietowanych, oraz fizyczna – 23 proc.

Z kolei w badaniu zleconym przez MRPiPS w 2014 roku „tylko” 24,7 proc. respondentów deklarowało, że w ciągu życia osobiście doświadczyło co najmniej jednej z czterech form przemocy (psychicznej, ekonomicznej, fizycznej, seksualnej). 

„Najnowsze liczby urealniają zjawisko. Myślę, że dzięki temu przechodzimy mentalnie z grupy krajów zaściankowych, które niewygodne problemy zamiatają pod dywan, do tych bardziej wyedukowanych, które z problemami walczą” – stwierdziła wówczas szefowa Niebieskiej Linii Instytutu Psychologii Zdrowia cytowana przez „Dziennik Gazetę Prawną”.

Przedstawicielka z firmy Kantar dodała, że wcześniejsze sondaże opierały się na wywiadach telefonicznych, tymczasem w ubiegłorocznym badaniu wykorzystano pogłębione wywiady online. Jej zdaniem dalsze działania, np. kampanie społeczne i zmiany w prawie, powinny nauczyć nas, jak działać, komu zgłaszać problem i jakiej reakcji oczekiwać.

 

Dyskretny sygnał powinien być dyskretny

Do Polski przed kilkoma laty dotarła viralowa kampania zainicjowana w mediach społecznościowych. Chodziło o symbol czarnej kropki narysowany we wnętrzu dłoni.

Specjaliści czynnie zaangażowani w pracę z przemocowymi rodzinami bardzo szybko zasygnalizowali, że tego rodzaju „kampanie” prowadzone spontanicznie i „po partyzancku” mogą jednak przynieść więcej szkody niż pożytku. „Dyskretny” sygnał przestaje być dyskretny, jeżeli może z łatwością dotrzeć do agresorów. 

Kanadyjska organizacja Canadian Women’s Foundation wypromowała w ostatnich tygodniach dyskretny sygnał, który można zastosować w czasie wideoczatu, mijając się na ulicy, otwierając drzwi dostawcy lub listonoszowi, przez okno, aby zasygnalizować, że jest się ofiarą przemocy, nie zostawiając przy tym śladów, do których mógłby dotrzeć oprawca. Można to zrobić niepostrzeżenie, kontynuując przy tym zwykłą rozmowę, nie wymaga bliskiego kontaktu. Przełamuje barierę językową czy kulturową.

Wykonanie tego znaku jest proste: Pokaż otwartą dłoń. Złóż dłoń w pięść, chowając kciuk do środka

84084-300x200.jpg

Gdy zobaczysz ten znak niezwłocznie zadzwoń pod nr 112 i poinformuj, że osoba w ten sposób poprosiła Cię o pomoc.

Międzynarodowy znak „Pomóż mi” jest dyskretnym sygnałem, który może wysłać do nas ktoś kogo znamy lub całkowicie obca nam osoba.

Nie może ona głośno zawołać o pomoc. Mogłaby spotkać ją surowa kara ze strony oprawcy. Właśnie dlatego ofiary przemocy domowej w obawie przed oprawcą nie informują osób postronnych o rozgrywającym się dramacie.  

Ten prosty i czytelny ruch dłoni, może uratować ludzkie życie.